Następne dwa tygodnie minęły mi szybko . W piątek bardzo się wzruszyłam . Szymon napisał mi pożegnanie na kartce , a Nicola opowiadanie , żeby mi umilić pobyt . Kiedy czekałam z dziewczynami na nasze autobusy przytuliłam wszystkie oprócz Nicoli. Mogłyśmy się przytulić kiedy wysiadała . Chłopacy też się ze mną pożegnali . Popłakałam się . Gdy przyszłam do domu była tam Wiktoria.
-Cześć - powiedziała . Miała długie orzechowe włosy , brązowe oczy i ciemną cere. [mudżyn , haha ]
-Siema.
-Wyjeżdżamy jutro rano . Musimy być na lotnisku w Warszawie o 11:30 . Przyjechałam pomóc Ci się spakować .
-Nigdy nie leciałam samolotem .
- Nie jest tak źle . Gdzie masz walizkę ?
-Pod łóżkiem - kucnęłam i wyciągnęłam wielką , niebieską zakurzoną torbę podróżną.
- To jak ? Bierzesz wszystkie ciuchy ?
- Właśnie nie wiem .
- Ja bym na twoim miejscu wzięła wszystko.
-Masz rację - podstawiłam torbę pod szafkę i wszystko do niej wrzuciłam. Do przegródki z boku włożyłam bieliznę , a do drugiej kosmetyki, suszarkę i zdjęcia . - Pastę i szczoteczkę wrzucę do torby wieczorem . .
- A kubek ?
- Ahh... Zapomniałabym . Talerzyk i sztućce też mam wziąć ? - spytałam idąc do kuchni .
-Tak , ale tylko dla siebie . Ja mam swoje.
Następnego dnia rano mama mocno mnie przytuliła . Znów się popłakałam .
- Tylko pamiętaj dzwoń do mnie codziennie. Jak ci zabraknie pieniędzy to mów .
- Okey , okey , to tylko miesiąc . Dzięki .
- Nie ma za co , Uważaj na siebie córciu ,.
-Wiem . - podeszłam do taty i również się z nim przytuliłam. Pożegnałam się jeszcze raz z Moniką i poszłam do samochodu w którym czekała Wiktoria z Andrzejem . Jej mąż miał nas zawieźć na lotnisko . Przez całą drogę spałam. Nic mi się nie śniło .
- Alex , wstawaj . Już dojechaliśmy. - otworzyłam oczy i chwiejnym krokiem wysiadłam z samochodu . Andrzej wyciągnął z bagażnika walizki i spojrzał smutno na Wiki . Przytulili się i pocałowali namiętnie .
- Przyjeżdżaj jak najszybciej . - powiedział .
-Postaram się . - złapała za rączki obie walizki na kółkach i razem ze mną ruszyła w stronę wejścia . Ja musiałam swoją nieść . W środku było pełno ludzi .
- Idź za mną . - powiedziała kuzynka . Cały czas posłusznie za nią szłam . Położyłyśmy walizki na taśmę i poszłyśmy ustać w kolejce na jakieś prześwietlenie czy czasem niczego przy sobie nie mamy. Przeszłyśmy bez żadnego problemu. Po drugiej stronie czekały na nas nasze walizki . Potem wsiadłyśmy do samolotu. Był ogromny . Usiadłyśmy na swoich miejscach . Zapięłyśmy pasy bezpieczeństwa . Nie wiem kiedy dokładnie wylądowałyśmy . Przez cały lot spałam . Wicki pociągnęła mnie za rękę i się ocknęłam .
-Wysiadamy - powiedziała wstając .
- Co ??? Już?
- No .
- Ale ten czas szybko mija .
-Widzisz , nie było tak źle . - Znów musiałyśmy przejść przez lotnisko . Gdy miałyśmy już swoje walizki wyszłyśmy z ogromnego budynku . - Taxi ! - krzyknęła Wiki , wystawiając rękę . Podjechał do nas samochód z trójkątną podstawką na dachu z napisem taxi . Kierowca wysiadł z auta i schował nasze walizki do bagażnika.
- Gdzie panie zawieźć ? - spytał .
- Tam - Wicki podała mu karteczkę z adresem .
- Aha , sanatorium .
Po kilku minutach byliśmy na miejscu . Przez całą drogę wyglądałam przez okno podziwiając widoki . Miałam nadzieję , że zobaczę kogoś z zespołu One Direction . Wiem , że to głupie . Wiktoria zapłaciła i podziękowała . Taxi odjechało . Stałyśmy przed białym budynkiem .
- I co gotowa ? - spytała moja kuzynka.
- Tak - westchnęłam...
Siemaanooo ;D Jest trzeci: ) Jeżeli ktoś to czyta to niech komentuje bo to naprawdę dodaje chęci do pisania :) A I UDOSTĘPNIAJCIE TEGO BLOOGA <33
Hmmm co by tu powiedzieć ...... Super !!! ;) ale fajne... bd tu częściej xxxd
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńZAROMBISCIE PISZESZ BARDZO MI SIĘ PODOBA
OdpowiedzUsuń